29 cze 2017

8. Tajemnica



Vivian






Przez całą drogę do Richmond obserwuję przez szybę przejeżdżające samochody, łudząc się, że ich szum rozproszy dręczące mnie myśli. Jednak spokój nie nadchodzi, a milczenie ze strony Wesa jeszcze bardziej potęguje mój niepokój. Dlaczego nie mogę opanować nerwów? To nie tak, że nie wiedziałam, do czego jest zdolny, ale zobaczyć to wszystko na własne oczy… 
Zaciskam mocno pięści, wbijając paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni.
Ze wszystkich sił staram się nie myśleć o martwych ciałach mężczyzn, ale niestety bezskuteczne. Wciąż widzę wszystko przed oczami – blade twarze, zamglone oczy, kałuże krwi… I Wesa, trzymającego nóż w ręce, który patrzył wprost na mnie pustym wzrokiem. 
Kolejny raz przez mój kręgosłup przechodzi zimny dreszcz. W tamtym momencie nie miałam pojęcia jak się zachować. W pierwszym odruchu pragnęłam krzyczeć na całe gardło, jednak nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Wszystko wokół mnie ucichło, a ja stałam się jedynie bezsilnym obserwatorem całego zdarzenia. Moje serce waliło jak oszalałe, przyprawiając mi ogromnego bólu. Czułam, jak zimne dłonie zaciskały się powoli na mojej szyi, odcinając mi dopływ powietrza.
A potem usłyszałam głos Wesa – tak samo zimny i obojętny jak twarz. Bez chwili zastanowienia moje ciało podążyło za tym dźwiękiem, jakby był jedynym, który słyszę od bardzo dawna. Bałam się go, lecz jednocześnie nie potrafiłam się od niego odwrócić. Być może w głębi wcale nie było mi szkoda tych mężczyzn. W końcu sami byli sobie winni. Może chciałam, by zginęli. Stali przecież na mojej drodze i gdybym żałowała każdego, nigdy nie miałabym szansy odnaleźć Jeffa. To logiczne, jednak w tamtym momencie w moim sercu narodziło się nowe uczucie, którego nie potrafię na razie nazwać. Nie mam pojęcia czy to strach, ekscytacja, czy nienawiść. Możliwe, że wszystkie trzy zlały się w jedną całość, dając początek całkiem nowemu mi doznaniu. 
Wbijam wzrok w swoje dłonie, na których paznokcie pozostawiły wyraźne i bolesne ślady.
Ile w ogóle warte jest ludzkie życie? Czy oni naprawdę musieli zginąć? Czy Daniel wyglądał tak samo, gdy wynosili jego ciało? Jego skóra była blada jak śnieg, a usta rozciągnięte w niemym krzyku?
Przełykam głośno ślinę.
Więc tak wygląda świat, z którym Wes zmaga się od urodzenia. Czy naprawdę byłam tak naiwna, uparcie twierdząc, że niczego się nie boję? Jestem taką idiotką. 
– Już dawno nie byłam tak przerażona – śmieję się nerwowo.
Wes milczy.
– Jakie to uczucie? – pytam, przenosząc wzrok na Wesa, który uparcie wpatruje się w drogę.
– O czym ty mówisz? – mruczy cicho.
– Zabić człowieka  – mówię krótko. – Co wtedy czujesz?
– Nic – odpowiada, jakby to było oczywiste. – Czy czujesz coś specjalnego, gdy przewracasz strony gazety lub nalewasz wody do szklanki? Nie ma w tym nic niezwykłego. 
– Nie wierzę ci.
– Wcale nie musisz.
– Jednak… – milknę, rozważając przez chwilę jego słowa. – Może teraz jesteś na to obojętny, ale kiedyś musiałeś coś czuć.
– Dlaczego tak interesujesz się moim życiem? Nie pamiętasz już, co mi powiedziałaś przy naszym pierwszym spotkaniu? Sądziłem, że odpowiada ci relacja czysto formalna.
– Po prostu jestem ciekawa.
Sama jestem zaskoczona swoimi słowami, bo chyba po raz pierwszy od dawna jestem kimś tak zainteresowana. 
– Odpowiedz – naciskam.
– To polecenie? – kpi, jednak mam gdzieś jego ton.
– Jeśli tak to odbierasz.
Długo nic nie mówi, a ja orientuję się, że wjechaliśmy na podjazd domu Samanthy, który jest pogrążony w całkowitej ciemności. Jedynie w pokoju na piętrze pali się blade światło. 
– Twoje pytanie… – zaczyna powoli, jednak rezygnuje, po czym wzdycha ciężko.
Spoglądam we wsteczne lusterko, wyczekując u niego wściekłego grymasu, jednak jedyne co widzę, to uśmiech. Bardzo smutny i słaby uśmiech, który przypomina mi ten ulotny moment, gdy słońce zabiera ze sobą ostatnie promienie i znika, pozostawiając świat w mroku.
To głupie, ale chciałabym móc zachować ten obraz nieco dłużej w pamięci. Jak widać moje dziwactwa wciąż pozostały niezmienne. Ha, na szczęście nadal mam coś, co łączy mnie z Jeffem. Oczami wyobraźni widzę, jak siedzi bokiem do Wesa w swojej nieco za dużej kurtce i w skupieniu robi mu zdjęcie. 
Wysiadam bez słowa z samochodu. Po chwili Sam otwiera cicho drzwi domu, jakby tylko czekała na ten moment. Wychyla z nich głowę i przeczesuje wzrokiem każdy cal mojej twarzy.
– Coś się stało? Napisałaś do mnie tak nagle…
– Wszystko w porządku. 
Oczywiście, że nie. Ona by tego nie zrozumiała i powiedziała wszystko moim rodzicom, myśląc, że tak będzie dla mnie najlepiej, bo narażam się na wielkie niebezpieczeństwo. Tylko że już zbyt długo byłam bezczynna. Każdego dnia czułam, jak powoli uchodzi ze mnie życie. Moja bezradność przytłaczała mnie do tego stopnia, że nie czerpałam już radości z niczego. 
– Rodzice wstają jutro późno, więc możesz się zmyć, zanim wyjdą do pracy.
Całe szczęście. Na myśl o tym, że najpewniej znów zostałabym poddana przesłuchaniu rodziców Sam, skręca mnie w żołądku. Jeszcze tego by mi brakowało.
– Jasne, przepraszam za kłopot.
– To żaden problem… – Przygląda mi się, gdy zapala światło w swoim pokoju. – Matko! Jakaś ty blada! Na pewno wszystko OK?
– Jestem zmęczona. To wszystko. – Staram się ją uspokoić, jednak nie jest przekonana. 
Stoję przez chwilę w miejscu, zastanawiając się nad czymś.
Cholera, jakie to kłopotliwe…
– Możesz mi coś pożyczyć na chwilę?

Pukam w szybę samochodu. Wes marszczy brwi w zdziwieniu, ale szybko ją odsuwa.
Wrzucam do środka apteczkę.
– Zrób coś ze sobą. Wyglądasz okropnie z tym rozcięciem. Ukrywaj je pod opatrunkiem przez jakiś czas, a ojcu powiedz, że wysiadając z samochodu, poślizgnąłeś się na lodzie i uderzyłeś o drzwi – mówię szybko, unikając jego wzroku. – „Jakie szczęście, że nie straciłem oka, panie Faroe!”. Może ci się wydawać, że w to nie uwierzy, ale sam się kiedyś tak załatwił, gdy ktoś zapomniał posypać podjazdu solą. Po tym zwolnił kilka osób i osobiście dopilnował, by nie było zapominalskich osób wśród nowego personelu. Przesada, prawda? Zapewne nie zdążyłeś jeszcze go dobrze poznać, więc radzę ci bardzo uważać, jeśli chcemy razem współpracować... – Wkładam ręce do kieszeni płaszcza. Na moment zapada cisza. – Wolę uniknąć spotkania z rodzicami Samanthy, dlatego zmywamy się wcześnie rano. 
– Jasne – mówi lekko zdezorientowany, lecz po chwili jego twarz przybiera nieodgadniony wyraz. Bije od niego pewien dystans i chłód, jednak wiem, że długo nie potrafi ukrywać się za tą maską. 
Przez ułamek sekundy widzę przed oczami wspomnienie jego smutnego uśmiechu.
Stoję niepewnie w miejscu. Nie przypominam sobie, bym powiedziała kiedyś do niego tyle naraz… lub do kogokolwiek. 
Chyba zbyt wiele się dziś wydarzyło. W moim robotycznym sercu coś się zepsuło i zburzyło długo utrzymywany w całkowitym porządku system, który sprawnie pochłaniał każdą emocję. Jedna z nich musiała go ominąć i zagnieździła się głęboko na samym dnie serca, czekając na odpowiedni moment, by zakwitnąć. 
Czy to możliwe, że moje życie zmieni się w wyniku tego nieokreślonego jeszcze uczucia? Muszę się go pozbyć, nim sprawi, że będę słaba. Ale przecież to chyba to, czego od dawna chciałam. Być jak reszta: szczera ze sobą i z innymi. Nie bać się komuś zaufać.
Tylko czy będę w stanie zaakceptować nową siebie? A może w ogóle nic nie się zmieni. Obie opcje wydają mi się równie niepokojące.
Odchodzę bez słowa, a przez cały czas czuję na sobie jego spojrzenie, dopóki nie zamykam drzwi wejściowych.

Leżę na łóżku obok Samanthy, wbijając wzrok w ścianę. Dookoła jest ciemno, a powieki zaczynają ciążyć mi coraz bardziej, jednak nie potrafię zasnąć. Moje serce bije tak mocno, że boję się, iż Sam może je dosłyszeć. 
Jakby wyczuła, o czym myślę – przyciska się do moich pleców i kładzie mi rękę na boku. 
– Od zawsze wiedziałam, że są rzeczy, o których nie możesz mi powiedzieć, ale twoje tajemnice coraz bardziej mnie przytłaczają – szepcze. – Dobrze wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, a ja zrobię co w mojej mocy, by ci pomóc… O ile chcesz.
Ból w głosie Sam jest tak wyraźny jak zimny dotyk jej dłoni. A może to moje ciało jest takie zimne? Nie wiedzieć czemu zaczynam czuć okropne dreszcze.
– Czemu nagle chciałaś u mnie nocować?
– Byłam potajemnie w klubie w innym mieście, a nie chcę martwić niepotrzebnie rodziców. – To nie do końca kłamstwo, jednak powiedzenie tego przychodzi mi trudniej, niż myślałam.
– To tłumaczy tę sukienkę – śmieje się cicho. – Rzadko mam okazję zobaczyć cię w czymś takim.
Leżymy tak przez dłuższy czas. Nie mogę sprawdzić, czy śpi, jednak jej miarowy oddech wskazuje na to jednoznacznie. 
– Przepraszam – szepczę ledwo słyszalnie. 
Nigdy nie będę tak dobrą przyjaciółką jak ona. Gdy to wszystko się skończy, powiem jej o wszystkim. O Jeffie, który był moim przyjacielem w dzieciństwie, o układzie z Wesem i o całej reszcie. Jestem jej to winna, w końcu przez cały ten czas była moją tarczą, którą posługiwałam się, kiedy tylko chciałam, aby rodzice myśleli o mnie inaczej niżeli o niekompletnej córce, która nawet nie potrafi się z nikim zaprzyjaźnić. 
Problem w tym, że miałam kiedyś bliskiego przyjaciela, ale nikt nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Dlatego zawsze spotykaliśmy się na placu zabaw. To było jedyne miejsce, gdzie mogliśmy być sobą i zapomnieć o tym, że nasi rodzice zawsze będą wrogami. 

Przed szóstą schodzę ostrożnie z łóżka Sam, starając się nie jej obudzić. W holu zakładam buty i wychodzę. Zimne powietrze owiewa mi twarz. Przymykam na chwilę oczy.
Wes uruchamia samochód. Wsiadam szybko i wyjeżdżamy z podjazdu. Dopiero po jakimś czasie zauważam, że w radiu leci jedna z piosenek Beatlesów. Słyszałam ją już wtedy, gdy jechaliśmy do Baltimore. Na tej stacji puszczają same starocie, ale miło jest czasem posłuchać czegoś innego. 
Wystukuję palcem rytm i odpływam myślami, błądząc po nieskomplikowanych dźwiękach. Próbuję uciec od wizji koszmarów poprzedniej nocy. Prawie mi się to udaje.
– Powiedziałaś wcześniej, że mam cię czegoś nauczyć. Nie mam pojęcia, o co ci chodziło.
Otwieram oczy i zaciskam dłonie, roztrzaskując wcześniej wybijany rytm.
– Chcę wiedzieć więcej o twoim świecie. 
– Przecież ustaliliśmy, że zajmę się wszystkim – mówi z lekkim napięciem w głosie, a może mi się tylko wydaje. – Nie musisz nic robić.
– I w tym tkwi problem – rzucam cierpko. – Bo chcę we wszystkim uczestniczyć tak jak ty. Nienawidzę siedzieć bezczynnie. Nawet nie wiem, czy Jeff w ogóle jeszcze żyje! – unoszę głos, spinając się.
– Żyje.
– Próbujesz mnie w tej chwili pocieszyć? Daruj so…
– Nie – ucina krótko. – Po prostu, gdy Ross mówi, że coś zrobi, to tak będzie. Gdyby sprawa była beznadziejna, odmówiłby nam. Nigdy też nie robi interesów z osobami, które nie spodobały mu się z jakiegoś chorego powodu. Na nasze szczęście przypadłaś mu do gustu. 
Mam nadzieję, że mówi prawdę, ale czemu miałby kłamać? 
– Widzę, że dobrze go znasz. Sądziłam, że to zwykły znajomy.
– Przyjaciółmi również nie jesteśmy – śmieje się gorzko. – Nasze drogi skrzyżowały się w Nowym Yorku i tam też rozeszły. Przez jakiś czas pracowaliśmy razem, więc poznałem się na nim. 
– A Czarny Wilk to, jak rozumiem, pseudonim z tamtego okresu? 
– Taaa – mówi przeciągle, drapiąc się koniuszkiem palca w policzek. – Szczerze mówiąc, nie lubię tej ksywki. 
– Racja, jest do dupy.
Wes wybucha krótkim śmiechem.
– Przynajmniej w jednej rzeczy się zgadzamy.
Wjeżdżamy w bardzo dobrze znaną mi ulicę, która znajduje się niedaleko Sunset Lane i mojego domu. Jak zawsze niemal przyciskam twarz do szyby, gdy mijamy starą latarnię na skrzyżowaniu. 
Wpycham kłębiące się we mnie uczucia głęboko w mrok i czekam, aż zostaną przez niego pochłonięte.
– Słuchaj… Naprawdę jako zapłata wystarczy ci zwykła przysługa? – pytam znienacka. 
– Nie powiedziałem, że będzie zwykła.
– A więc coś niezgodnego z prawem.
– Kto wie…
Opieram się wygodnie o skórzany zagłówek. W sumie wszystko mi jedno. Jeśli pomoże mi odnaleźć Jeffa, zrobię wszystko, co zechce. Pojedyncze życzenie to nic szczególnego, przynajmniej dla mnie, bo Wes jest bardzo poważny w tej kwestii i jakaś część mnie zaczyna się niepokoić. 
Przecież nie zawarłam paktu z diabłem! Wykrzywiam się w grymasie.
Chyba…
– Cokolwiek to jest – mówię cicho – dotrzymam słowa.
– Nie masz innego wyjścia.

Przez kolejne trzy dni robię to, co zawsze: wstaję rano, idę na poranne zajęcia, w południe spotykam się z Sam w bibliotece i udaję, że ciekawią mnie plotki ze świata wielkich osobistości, a potem po powrocie do domu zaszywam się w pokoju. 
Moje życie wyglądało bardzo podobnie przez ostatnie osiem lat. Ciągle w kółko powtarzałam jedne i te same czynności, a jedynym, co łączyło mnie z przeszłością jak żelazna kotwica, były zdjęcia. Te ulotne momenty, do których mogłam wracać, kiedy tylko zapragnęłam i które przypominały mi, że mam coś do zrobienia. 
Jednak nie mogę się dzisiaj zmusić do sięgnięcia po pudełko z albumami, które chowam pod łóżkiem. 
Jeszcze nigdy czas nie płynął mi tak wolno, od kiedy spotkałam się z Rossem. Codzienne zajęcia drażniły mnie i zaczynałam popadać w paranoję, co rusz odliczając godziny do następnego dnia. 
Kiedy Ross się z nami skontaktuje? Czy znalazł już coś na temat Jeffa?
Kręcę głową, przyciskając poduszkę do twarzy. To niemożliwe, by w tak krótkim czasie coś zdziałać. Muszę uzbroić się w cierpliwość, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. 

Od naszego wyjazdu do Baltimore mija niecały tydzień, a w piątek wieczorem słyszę ciche pukanie do drzwi. Gdy widzę w nich Wesa, czuję, jak ciężar ostatnich dni momentalnie znika z moich barków, bo wiem już, że Ross się z nim skontaktował.
Widzę to w jego szarych oczach – cichy triumf, a może nawet podekscytowanie. A może to tylko odbicie moich własnych uczuć. Sama już nie wiem. 
Jednak kiedy mój wzrok pada na wiszący na ścianie prosty kalendarz, moja twarz momentalnie zastyga. Data czternastego lutego wypala w moim sercu bolesny ślad. 
Jutro są urodziny Jeffa.
I jego pogrzeb.




Hej!
Akcja powoli zaczyna się rozkręcać. Mogę zdradzić, że niebawem pojawią się nowe postacie, a tymczasem zapraszam do zapoznania się z zakładką bohaterowie.

1 komentarz:

  1. Twój blog - Miasto bez Ciebie - został właśnie wylosowany na Blog Miesiąca - Lipiec w kategorii Romans !

    Będzie on dumnie reklamowany na Katalogowym Świecie przez okrągły miesiąc, w bocznej kolumnie szablonu.
    Blog zostanie również wpisany do zakładki Blogi Miesiąca gdzie pozostanie na stałe, można w niej zostawiać również komentarze. Dodatkowo w kategoriach w których jest zapisany, pod opisem pojawi się dopisek o wyróżnieniu oraz blog zostanie dodany do specjalnej kategorii "Blog Miesiąca".

    Pozdrawiam, gratuluję i życzę weny!
    Założyciel i główny administrator, Emily.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa Belikov